Suwaczek

Suwaczek z babyboom.pl

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Po urodzionowo.

Co prawda urodziny nasz Bączek ma jutro, ale kinder bal odbył się w ostatnią sobotę. Goście dopisali, przyjechali teściowie i znajomi z Warszawy, lokalni goście też dotarli, tak że było nas naprawdę sporo - około 20 osób dorosłych i 5 dzieci. Trzymałam mocno kciuki za pogodę, bo 'przyjęcie' zaplanowaliśmy w kawiarni na świeżym powietrzu, obok dużego placu zabaw. Gdyby padało, musielibyśmy schować się do dużego, kawiarnianego namiotu, w którym niestety nie ma żadnych atrakcji dla dzieci i maluchy mogłyby szybko się znudzić. Na szczęście pogoda była idealna - było ciepło, ale nie upalnie, był wiaterek, co jakiś czas nawet pojawiały się na niebie chmurki, ale deszcz zaczął z nich padać dopiero w momencie gdy się zbieraliśmy do domu. Pola z dzieciakami się tak wyszalała, że wieczorem padła i spała ponad 12 godzin do 9:30 następnego dnia, co chyba zdarzyło jej się do tej pory raz w życiu :) Na placu zabaw była wielka piaskownica (zadaszona), kilka huśtawek, zjeżdżalnie mniejsze i większe, drewniane mostki, podesty, bujane autka, no i przede wszystkim mnóstwo trawy do biegania i stokrotek do zbierania :) Dzieciaki same nie wiedziały co robić, gdzie biec najpierw. Jakby były w amoku :) Polę ciężko było zaciągnąć na siku, bo nie miała czasu - przecież trzeba było jeszcze zjechać ze zjeżdżalni po raz pięćset dziesiąty, przebiec cały plac zabaw po raz sto osiemdziesiąty szósty, jakby to wszystko miało zniknąć zanim wróci z łazienki! Nie miała nawet czasu zajrzeć do prezentów. Dostawała je, oddawała mi i biegła dalej do dzieci. 
Zabawa się udała wyśmienicie, tort też - zamawiałam go w ciemno w kawiarni i naprawdę zaskoczyli nas bardzo! Jedynie co, to wybraliśmy smak - czekoladowy (Poli ulubiony..) i zrobili coś jakby mus czekoladowy z kruchym spodem i malinami. No pychota! Na torcie stanęły figurki z masy cukrowej wypełnione dmuchanym ryżem z ulubionej Poli bajki "Klinika dla pluszaków" i świeczki w kształcie kwiatuszków. Pola zaraz po ich zdmuchnięciu zabrała się do konsumpcji Doktor Dośki. Zjadła jej najpierw buty, a potem twarz :) Wyglądało to bardzo komicznie, bo głowa niby była, ale zamiast twarzy była wielka dziura. W środku widać było dmuchany ryż, poprzegryzany tu i ówdzie, co na pierwszy rzut oka wyglądało jak zwoje mózgowe :) Figurki robiła nam dziewczyna, którą przez przypadek znalazłam w Internecie. Były z masy cukrowej i ryż w środku.

Z mężem podzieliliśmy się rolami podczas imprezy, bo gości było sporo, do tego trzeba było pilnować, aby dzieci nie rozbiegły się za bardzo (za placem zabaw był duży parking, a potem ulica, a z drugiej strony za placem były krzaki, a między nimi ścieżka prowadząca do wałów nadrzecznych i małej rzeczki). Ale dzieci spisały się na medal, były rozbrykane, ale nie opuszczały terenu placu, szalały, ale w granicach rozsądku i nie wiem gdzie, kiedy i jak ładowały sobie bateryjki, że przez 3 godziny biegały NON STOP! Z przymusową przerwą na torta i ewentualnie przymusową wycieczką do toalety :) 

A z informacji jakie do mnie spłynęły już po kinder balu, to goście byli zachwyceni pięknymi figurkami na torcie i zniesmaczeni zachowaniem moich teściów. Podczas gdy dzieci szalały na placu zabaw, dorośli siedzieli przy dużym stoliku w altance. Pili kawę, piwko, rozmawiali. Głodomorki zamówili sobie coś do jedzenia, bo przy kawiarni działał też grill i restauracja. Dlatego też wybraliśmy to miejsce na imprezę, bo przypuszczaliśmy, że część przyjezdnych będzie chciała zjeść jakiś obiad w między czasie. Więc zamiast się rozchodzić w poszukiwaniu jedzenia innego niż lody i ciastko, kto chciał mógł sobie coś zjeść na miejscu. Moja siostra, która na urodziny przyjechała prawie prosto z zajęć na basenie zamówiła swojemu synowi pierogi. Mnie przy tym nie było, opowiadała mi to potem koleżanka. Gdy przyniesiono pierogi, moja teściowa wyjęła papieroska i sobie zapaliła. Nic to, że siedziała obok mojego siostrzeńca i dmuchała mu prawie w talerz. Mały ponoć ostentacyjnie odganiał dym papierosowy, co teściowa skwitowała: "Ojej, że też musiałeś siąść obok mnie jak ja palę." czy jakoś podobnie.. Nic to, że siedział cały czas w tym samym miejscu i czekał grzecznie na jedzenie i wcale specjalnie koło niej nie siadał. Nic to, że zaraz obok stolika spał w wózku mój brat.. Moja koleżanka, która mi to opowiedziała, była bardzo oburzona i zdziwiona, że moja siostra się do teściowej nie odezwała i jej nie zwróciła uwagi. Zadzwoniłam więc do siostry i pytam jak było, bo trochę mi było głupio jako gospodarzowi imprezy, że taki incydent miał miejsce.. Ja niestety nadzorowałam dzieciaki na placu zabaw i do stolika przychodziłam co jakiś czas głównie po wodę dla dzieciaków, która im zanosiłam do piaskownicy. Siostra na to, że szkoda słów. Że co poradzić na brak kultury? Że nie odzywała się, bo z moich opowieści wie jaka jest teściowa i podejrzewała, że zaraz strzeliła by focha i się obraziła, że ktoś śmiał jej zwrócić uwagę. Że w ogóle to gadała tak głośno, że chyba nie było osoby w całym kawiarnianym ogródku, która by jej nie słyszała. I że ona nawet tego nie będzie komentować.. 
Ech, dobrze chociaż, że dzieci z urodzin wyniosły dobre wspomnienia i moc wrażeń. I że Pola zasypiając wieczorem powiedziała mi, że bardzo jej się urodziny podobały i że się bardzo wyszalała :) A przecież o to chodziło - żeby dzieci były zadowolone!

A teściowie.. Ech.. Czego nie lubię to cwaniactwa, kłamstwa, chamstwa i obłudy. Ludzi, dla których to chleb powszedni nie lubię i unikam, bo po co psuć sobie nerwy. Niestety moja teściowa w kłamstwie i fantazjowaniu jest mocna. Zawsze jak się widzimy to gada, że tak rzadko Polę widuje, że ona by tak z nią chciała spędzać więcej czasu, że chciałaby ją mieć obok siebie codziennie, że tak ją kocha itp itd. 2 razy to skomentowałam mówiąc, że jak babcia chce to przecież żaden problem - zapraszamy do nas, babcia może przyjechać na weekend albo dłużej i spędzić z Polą więcej czasu. A co moja teściowa na to? Podniesionym, naburmuszonym, żeby nie powiedzieć wkurzonym głosem do mnie: "Synowa! Ty mnie nawet nie denerwuj!"  Ale czym? Czym ja ją mogłam zdenerwować zapraszając ją do Poli na kilka dni? Jak nie wiecie to Wam powiem. Ano tym, że to babcia jest najważniejsza i że to babcię trzeba odwiedzać. Bo po co babcia ma ruszać swoje szanowne 4 litery? 

I to jest właśnie to, o co niedawno posprzeczałam się z M. jak mu się żaliłam, że tęsknię za mamą. Powiedział mi wtedy, że może po to ludzie się żenią, żeby mieć 'drugich rodziców' czyli teściów, do których mogą powiedzieć 'mamo/ tato'. A ja na to, że mi nie chodzi o to, żeby do kogoś powiedzieć 'Mamo". Bo ja tęsknię za MOJĄ mamą! Mamą, która na pierwszym miejscu stawiała swoje dzieci, która jak się dowiedziała, że klub organizuje nam obóz sportowy w Gdańsku, na końcu Polski, to rezerwowała dla rodziców i mojego brata wakacje pod Gdańskiem, żeby mogli mnie odwiedzać. Mamy, która jechała ze mną z Krakowa do Warszawy pociągiem tylko po to, żeby mnie odwieźć na lotnisko i pokierować mnie do nadania bagażu i odprawy, bo czekał mnie pierwszy lot samolotem i byłam zielona w tym temacie (choć już pełnoletnia i pewnie bym sobie poradziła sama), po czym jak przeszłam odprawę paszportową to mama wróciła na dworzec i pojechała  z powrotem pociągiem do Krakowa. Mamy, którą spotkałam kiedyś (w podstawówce) będąc z koleżankami na wagarach w Dniu Wagarowicza na krakowskim rynku i gdy myślałam, że czeka mnie oto niezły opieprz, to mama wyciągnęła pieniądze z portfela i dała mi mówiąc, żebym wzięła koleżanki na lody, bo co tak będziemy chodzić bez celu po Rynku..

A moja teściowa, która TAK BARDZO kocha Polę i tak by chciała z nią spędzać więcej czasu - jak i rok temu, tak i teraz przesiedziała całą imprezę przy stole, pijąc kawę i paląc fajki. Ani razu nie poszła na plac zabaw zobaczyć jak dzieciaki się bawią, co robią.. Mnie się tylko raz zapytała, gdzie Pola więc zrobiłam zdziwioną minę i powiedziałam, ze jak to gdzie? Na placu zabaw. 

Więc jak usłyszałam potem, że oni by tak chcieli Polę zabrać do siebie, że zorganizowaliby jej wspaniale czas od rana do wieczora, to aż ciśnienie mi skoczyło i złośliwy komentarz na język się cisnął, ale się nie odezwałam. Bo znowu by teściowa na mnie agresywnie naskoczyła z hasłem "Synowa! Ty mi nie podskakuj!" albo by się obraziła i znowu przez pół roku byłby foch jak kiedyś.. Bo jej nie wolno ani skrytykować ani nic powiedzieć! Ech, jak mnie wkurza takie gadanie.. M. im powiedział, że zanim wezmą Polę na wakacje, to niech spędzą z nią weekend. Taa... nie znają swojej wnuczki prawie w ogóle. Nie wiedzą jakie ma zwyczaje, rytuały, jak my reagujemy na jej złe zachowania, czy kaprysy, na co jej pozwalamy, a na co nie i ciekawa jestem jak by sobie poradzili, gdyby Pola się im nagle rozpłakała albo by chciała coś co by było nie po ich myśli i zaczęłaby robić swoją 'scenę'? Czyli rzut najbliżej położonym przedmiotem jak najdalej od siebie i strzelenie klasycznego focha ze stwierdzeniem: "To ja idę do swojego pokoiku i będę teraz spać!" :) My w takich sytuacjach z nią rozmawiamy, tłumaczymy dlaczego tego jej nie wolno albo dlaczego nie może zrobić tego co akurat chce, tłumaczymy jej też jak inaczej może wyładować swoją złość, emocje, nie koniecznie rzucając czym popadnie itp. A teściowie podejrzewam, że w sytuacjach określanych ogólnie jako takie, w których 'dziecko jest niegrzeczne" dają klapsa, czego my nie robimy i nie popieramy! A nie raz już będąc u nich słyszałam jak babcia wołała do siostrzeńca męża :"Zaraz Ci wleję w tyłek!" 

I jak ja mam do takiej osoby powiedzieć 'mamo"? Kiedy moja mama była zupełnie, ale to ZUPEŁNIE inna!
 
Ech, ciężki to temat będzie coś czuję. Z jednej strony chcę, żeby Pola miała kontakt z dziadkami, żeby mogła z nimi jeździć na wakacje itp. Ale z drugiej strony ich metody wychowawcze, słownictwo przy dzieciach, nałogowe palenie papierosów i skupianie się na sobie powoduje, że będę się bała oddać córcię w ich ręce. A jak wróci i zacznie mi pyskować tak jak babcia odnosi się dziadka? "A zamknij się!/ A zaraz Cię strzelę! itp" .. Nie używamy wobec siebie takich słów z M. Choć się czasem kłócimy, to nigdy nikt z nas nie powiedział nic takiego do drugiej osoby! Boję się, że zajmą się z dziadkiem paleniem papierosów i zostawią Pole na chwilę samej sobie, a ta wybiegnie za piłką na ulicę, spadnie z huśtawki itp itd.. Wiem, może przesadzam, ale znam swoje dziecko i wiem, że jak zobaczy motylka, biedronkę, stokrotkę, mlecza itp to nie patrzy gdzie idzie, czy biegnie, tylko leci żeby złapać, zerwać, nie ważne czy to ulica, czy chodnik, czy błotny trawnik.. Znam też dziadków i wiem, że potrafią się zająć paleniem papierosa i oglądaniem tv i tak się na tym skupić, że nie patrzą co się wkoło dzieje. 

Krótko mówiąc nie mam do nich zaufania jako do opiekunów i boję się oddać swoje ukochane i jedyne dziecko w ich ręce tylko i wyłącznie dlatego, że są jej dziadkami. Tak jak nie boję się zostawić Poli pod opieką mojej siostry, czy niani, tak mam obawy przed oddaniem jej pod opiekę dziadkom. A dziadkowie nie potrafią tego zrozumieć i myślą, że 'ja nie chcę'. A tu nie chodzi o to, co ja chcę, a czego nie. Tu chodzi o dobro dziecka! 

No nic, ciekawa jestem jak to będzie. Na razie powiedzieli, że 'Chcieliby KIEDYŚ wziąźć swoje wnuki na wakacje: Polę i siostrzeńca M." Powiedziałam więc M., że w takim razie zaprośmy babcię, albo oboje dziadków na weekend. Niech przyjadą nawet w piątek, spędzą z nami i Polą 2 dni, poznają jej rytm dnia, zobaczą jak zachowuje się w różnych sytuacjach, a nie tylko wtedy gdy dostaje od nich prezent i przez 2 godziny bawi się nową zabawką. Zostaną u nas na noc, położą Polę spać, a my wyskoczymy sobie do kina :) Pola będzie w swoim domu, więc w miejscu, które dobrze zna i w którym czuje się bezpiecznie. Będzie miała obok siebie wszystkie swoje ulubione pluszaki, będzie wiedziała, że rodzice niedługo wrócą itp. I tak małymi kroczkami może dojdziemy do etapu, gdy będzie chciała sama zostać u dziadków na noc. Bo ja jej do tego zmuszać absolutnie nie będę. I ciekawa jestem czy taki weekend kiedyś nastąpi. Bo choć jest u nas miejsce i są warunki, to teściowie nigdy jeszcze u nas nie spali (a mieszkamy razem z mężem już od 9 lat!). Zawsze przyjeżdżają rano i popołudniu wracają do siebie.


4 komentarze:

  1. Super, że impreza się udała. A czytając o Twojej teściowej, to czuję, jakbyśmy tę samą miały:) No, może z wyjątkiem palenia papierosów. Nie przejmuj się nią, ten typ tak ma, po prostu. Urodzinowe buziaki dla Poli:)

    OdpowiedzUsuń
  2. temat twoich tesciow to trudny temat.. bo tak na prawde chyba Pola nie zna tak do konca swoich dziadkow, skoro oni w ogole nie chca z nia spedzac czasu.. moja corcia ma dziadkow z obu stron, a oboje kochaja ja tak samo mocno, blisko nich mieszka, ze moze byc z jednymi jak i z drugimi... przykro mi, ze babcia Poli jest taka, a nie inna i nie rozumiem takich babc, jak mogli wychowac swoje dzieci,a teraz miec wnuki i robic takie cos;/

    OdpowiedzUsuń
  3. fajna impreza a ech ja tez mam kiesko z teściami nie mówiąc już o moich rodzicach ale moi to moi raz dobrze raz źle zawsze się dogadamy... a teście w lipcu pojade do ich domu nie było mnie tam hmmm... jakieś dwa lata mam pietra boje się szczególnie teścia z wiadomych przyczyn

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam i mam łzy w oczach :( przytulam!

    OdpowiedzUsuń